Tak też uczynili i udali
konkursy za darmo |kolokacja |Hostele warszawa
„Tak też uczynili i udali się do pokoju Bertelsena, największego i najdroższego w sanatorjum, poprostu małego salonu z alkową. Były tam na ścianach malowane obrazy w złotych ramach i kotara do alkierza, złocona lampa kryształowa nad stołem, a na oknach firanki spadające w bogatych fałdach i wyłączające większą część światła, poza tem dywan na ziemi, otomana, krzesła pluszowe.
— Proszę, moje panie i panowie, zajmijcie miejsca!
Bertelsen, właściciel najelegantszego pokoju w sanatorjum, kazał przynieść wina i ciastek, okazał się też szczodrobliwym względem muzyka i pragnął dać mu przyzwoite stypendjum.
— Domyślałem się tego, poznaję to! — rzeki adwokat, ten chytrzec.
Po załatwieniu wszystkiego i wypisaniu czeku, towarzystwo zostało nadal razem, rzekłbyś — piątka ta teraz dopiero się znalazła. Naturalnie, że mówiono też i o innych gościach i pacjentach, a nie tyko drobnostki i niewinności donoszono sobie o nich. Bertelsen nie krępował się bynajmniej w swych sądach o mylady i o pani Rubenowej, obie te damy kłuły go w oczy, jedna swoją wytwornością; druga — swą tuszą — Ty dobry Boże, rzekł, — i to mają się nazywać maniery! Przecież i my ludźmi jesteśmy, my również, na co więc cała ta wytworność i ten tłuszcz — Jedynie panna dEspard zdawała się znajdować w tem jaką logikę, śmiała się i wykrzyknęła — To prawda, to prawda! — I wogóle coraz bardziej zbliżały się ku sobie gusta i sympatje panny dEspard i Bertelsena, obejmowały nawet teatr, języki i sposób życia wykwintnego, — para stanowiła jedność.“(15)
Okna |Chiny |działki lublin
„Tak też uczynili i udali się do pokoju Bertelsena, największego i najdroższego w sanatorjum, poprostu małego salonu z alkową. Były tam na ścianach malowane obrazy w złotych ramach i kotara do alkierza, złocona lampa kryształowa nad stołem, a na oknach firanki spadające w bogatych fałdach i wyłączające większą część światła, poza tem dywan na ziemi, otomana, krzesła pluszowe.
— Proszę, moje panie i panowie, zajmijcie miejsca!
Bertelsen, właściciel najelegantszego pokoju w sanatorjum, kazał przynieść wina i ciastek, okazał się też szczodrobliwym względem muzyka i pragnął dać mu przyzwoite stypendjum.
— Domyślałem się tego, poznaję to! — rzeki adwokat, ten chytrzec.
Po załatwieniu wszystkiego i wypisaniu czeku, towarzystwo zostało nadal razem, rzekłbyś — piątka ta teraz dopiero się znalazła. Naturalnie, że mówiono też i o innych gościach i pacjentach, a nie tyko drobnostki i niewinności donoszono sobie o nich. Bertelsen nie krępował się bynajmniej w swych sądach o mylady i o pani Rubenowej, obie te damy kłuły go w oczy, jedna swoją wytwornością; druga — swą tuszą — Ty dobry Boże, rzekł, — i to mają się nazywać maniery! Przecież i my ludźmi jesteśmy, my również, na co więc cała ta wytworność i ten tłuszcz — Jedynie panna dEspard zdawała się znajdować w tem jaką logikę, śmiała się i wykrzyknęła — To prawda, to prawda! — I wogóle coraz bardziej zbliżały się ku sobie gusta i sympatje panny dEspard i Bertelsena, obejmowały nawet teatr, języki i sposób życia wykwintnego, — para stanowiła jedność.“(15)
<<<< Malarze i poeci przez
| - to weźcie zbiór moich >>>>
Okna |Chiny |działki lublin